
Na myśl o rozwoju osobistym przychodzi wiele definicji, które nie sposób ubrać w jedną, krótką sentencję. Dla mnie to pojęcie jest uniwersalne, dla każdego może znaczyć coś innego. W takim razie, o co tyle szumu? Tak wiele osób zaczyna otwarcie mówić o rozwoju osobistym. Coachów, mentorów, trenerów, psychologów, terapeutów zrobiło się na pęczki — dlaczego?
Chcę opowiedzieć Ci, czytelniku, czym dla mnie jest rozwój osobisty, co przez to rozumiem i do czego to może zaprowadzić. Czy warto wkraczać na tę ścieżkę? Sam się przekonaj.
Skąd wzięło się pojęcie „rozwoju osobistego” – odrobina historycznej genezy
Wielu osobom rozwój osobisty kojarzy się ze zwrotem, który w ostatnich latach zyskał na popularności, mianowicie coaching.
Okazuje się, że słowo coach ma ciekawą historię. Pierwotnie pochodzi od węgierskiego miasta Kocs, w którym, już w XVI wieku, skonstruowano pierwszy nowoczesny powóz. Z biegiem czasu woźnice określili swój zawód coachingiem, później, natomiast, tą nazwą określano nauczycieli przygotowujących młodzież do egzaminów. Duży wpływ na obecne zrozumienie słowa miał tenisista Tim Gallwey, który w swojej książce The Inner Game Of Tennis sformułował tezę: „graczowi mniej pomaga dawanie gotowych rad, niż zadawanie pytań umożliwiających jak najlepsze wykorzystanie własnych zasobów”.
Wspomnianą tezę rozwinął jego uczeń — John Whitmore — w książce Coaching for Performance. Metoda zyskała tak dużą popularność wraz z założeniem w 1992 roku Coach University przez Thomasa Leonarda — to on zainicjował tak dynamiczny proces powstawania szkół coachingu w Stanach Zjednoczonych, co później rozprzestrzeniło się na cały świat.
Jaki jest cel rozwoju osobistego?
Dla niektórych idea rozwoju osobistego jest niepotrzebna. Wielokrotnie słyszałam stwierdzenia „a po co rozdrapywać stare rany”, czy też „a po co do tego wracać i rozpamiętywać”. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż taka postawa, mimo że nie pozwala na wgląd w siebie, to jest korzystna pod jednym względem: człowiek nie użala się nad sobą.
Ale czy można jednocześnie nie użalać się nad sobą, a mimo wszystko baczyć na swoje emocje, uczucia, granice i potrzeby? Uważam, że tak, chociaż łatwo w tym o prokrastynację. Gdzie jest granica, pomiędzy tkwieniem w przeszłości a zaglądaniem wgłąb w siebie i uzdrawianiem swoich niewyleczonych ran? Cóż, na pewno jest bardzo cienka i na tym polega ta trudność.
Ostatnio sama uświadomiłam sobie, że w moim życiu za dużo jest analizowania, myślenia o przeszłości i jak ona wpływa na moją teraźniejszość. Złapałam się na tym, że może za bardzo użalam się na sobą, zamiast uświadomić, uleczyć, zaakceptować i odłożyć na półkę do wspomnień ważnych, ale już zbytecznych, aby nie wpływały na moje funkcjonowanie. Jednak nie chcę być dla siebie tak surowa, bo najwyraźniej potrzebowałam tego czasu, aby zrozumieć.
Jestem zdania, że sztuką jest odnaleźć balans, czyli nauczyć się dostrzegać swoje czułe punkty, znajdować ich przyczyny, łagodzić ból poprzez zrozumienie, akceptację i wdzięczność, a także „odkładać” w odpowiednie miejsce, aby miały jak najmniejszy wpływ na teraźniejszość. Warto wspomnieć, że pomimo posiadania takich umiejętność, czasami te słabości mogą ponownie odezwać się w najmniej oczekiwanym momencie — w tej sytuacji należy wykorzystać swoją wiedzę i przytulić to, co wymaga przytulenia.
Jakie efekty może przynieść rozwój osobisty?
Rodzina, związek, kariera, a może wymarzony styl życia? Po co się rozwijać i korzystać z narzędzi, jakie daje ścieżka rozwoju osobistego? Chcę tu zaznaczyć, że nie ma jednej, słusznej drogi, bo każdy ma swoją. Tak jak każdy z nas jest odrębną, indywidualną jednostką, tak sposobów na rozwój i jego efekty są zróżnicowane. Wszystko zależy, co chcesz osiągać, jak widzisz siebie, swoje życie i relacje i co Ci przeszkadza, żeby po to odważnie sięgnąć.
Moja historia jest jedyna w swoim rodzaju, tak jak i Twoja, jednak schematy i mechanizmy obronne mogą być powtarzalne. Mnie, rozwój osobisty, przyniósł niezliczoną liczbę korzyści. Przede wszystkim widzę siebie, jako wartościową osobę, która ma wiele ważnych i ciekawych rzeczy do powiedzenia. Dzięki tej wierze byłam w stanie odmienić swoją codzienność i tak, od larwy żyjącej w kokonie, spełniającej oczekiwania innych, odmieniłam się w motyla, który wie, co robić, aby czuć wolność, której pragnie.
Przypomnienie dla mnie i dla Ciebie również, że rozwój jest procesem, nieustannym procesem. Jeśli jesteś na tej drodze to wiedz, że łatwo o powrót do starych, niesprzyjających schematów. Trzeba siły wewnętrznej i odwagi, aby być czujnym na takie pułapki.
Czy warto wkraczać na drogę rozwoju osobistego?
Wszystko zależy, czego pragniesz i czy jesteś na to gotowy. Nie będę ukrywać, że sam proces bywa bardzo trudny i bolesny, ponieważ niekiedy należy powrócić do zdarzeń, których na poziomie świadomym nie chcemy pamiętać — ale właśnie ta praca powoduje duchowy wzrost. Unikanie powoduje prokrastynacje, a nie rozwój.
Jeśli o mnie chodzi, to podjęcie pierwszego kroku w kierunku rozwoju osobistego było jedną z lepszych decyzji. Jestem zadowolona z siebie, z tego jakie mam relacje z ludźmi i w jakim miejscu życia jestem. Do tego stopnia, że jutro mnie nie przeraża, a ciekawi.
Zatem czy warto wkraczać na drogę rozwoju osobistego — sam mi powiedz, Czytelniku. Warto?
